Branża budowlana kojarzy się z określonymi, niekoniecznie pozytywnymi przymiotnikami. Połóżmy temu kres, zastanawiając się wspólnie, co przewartościować w sposobie myślenia, postępowaniu czy samokrytycznym postrzeganiu siebie, aby odmienić ten trend i przywrócić nam, budowlańcom szacunek.
Jako branża budowlana byliśmy wyśmiewani wystarczająco długo. Choć w gruncie rzeczy wydaje mi się, że nie dotyczy to tylko nas i jest współcześnie powszechną praktyką wobec wielu innych zawodów. Co więcej, uważam i wiem, że choć nam, jako grupie zawodowej, ciężko w to uwierzyć, nie mamy zupełnie powodu do wstydu.
Daliśmy przyzwolenie
Wydaje się, że zawładnęło nami zobojętnienie na to, jaką opinię o nas mają inni. Nie jesteśmy już zainteresowani dociekaniem prawdy ani obroną naszej godności. Z pokorą przyjmujemy razy i nie dyskutujemy z tymi, którzy wieszają na nas przysłowiowe psy.
Czy zasłużyliśmy? Oczywiście, że nie! Będąc sprawiedliwym, należy przyznać, że pośród naszej braci, co oczywiste, nie brakuje osób, które na wszystkie obelgi solidnie sobie zapracowały. Na pewno też ta część „budowlańców” (cudzysłów nie jest tu przypadkowy!) pomogła wypracować społeczne przyzwolenie dla dewaluacji naszego zawodu. Co to jednak oznacza? Ano nic ponad to, że jak w każdej innej branży, w naszej również zdarzają się „czarne owce”, fachowcy z przypadku, którzy nigdy nie powinni chwytać narzędzi i ludzie nieuczciwi, których celem jest wzbogacenie się kosztem cudzej krzywdy.
To jednak my sami, przymykając oko na kalumnie i niesprawiedliwe osądy, pozostając obojętni, przyczyniamy się do tego, aby trwało to nadal. A ja się na to nie zgadzam!
Sprawcy postępu, jeden z najstarszych i szanowanych zawodów świata
To my, dumni budowlańcy, reprezentujemy dziś jeden z najstarszych zawodów świata. To my, branża budowlana, stoimy od zarania dziejów za polepszaniem jakości codziennego życia: potężne akwedukty, katedry, drogi, mosty, porty, piramidy, fortyfikacje, tunele, zapory wodne, pałace i zamki, drapacze chmur i stadiony. Wszystko to, co stanowi element rozwoju i postępu, to praca naszych znakomitych poprzedników. To my dziś budujemy i modernizujemy domy naszych klientów, czyniąc je bardziej komfortowymi miejscami do rozwoju, wychowywania ich dzieci, spotkań towarzyskich i bezpiecznym azylem, do którego powracają każdego dnia.
Mistrzowie w swym fachu
Bardzo dobrze pamiętam otrzymaną na początku lat 90. lekcję. Starszy już wiekiem inżynier, wypowiadając się o pożądanym modelu firm rzemieślniczych, przytoczył cytat przypisywany żyjącemu w I wieku p.n.e. Witruwiuszowi, autorowi między innymi „Dziesięciu ksiąg o architekturze”: Mistrz budowlany powinien być chętny do nauki, ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza. Powinien opanować sztukę pisania, być dobrym rysownikiem, znać geometrię, mieć dużo wiadomości historycznych. Powinien studiować filozofię, znać muzykę i orzeczenia prawnicze.
Choć wymagania Witruwiusza wysoko stawiają poprzeczkę, wymuszając wszechstronną edukację i bardzo szeroki rozwój, to ja w swojej karierze zawodowej takich właśnie mistrzów spotkałem. Dużo im zawdzięczam. To dzięki nim zrealizowałem wiele bardzo ciekawych projektów, poznałem setki świetnych inwestorów, rzemieślników, architektów i handlowców. To dzięki nim doświadczyłem mnóstwo ludzkiej życzliwości, otrzymałem niezliczone referencje i polecenia.
No ale dobrze, wracając do meritum, jak poradzić sobie z tą rozpowszechnioną w obiegu, negatywną opinią o nas?
„Funta kłaków” nie warci
Mówi się – i nie jest to opinia odosobniona – że jesteśmy alkoholikami, ignorantami, nałogowymi palaczami, brudasami, partaczami, nierobami, oszustami czy prostakami.
No cóż, zacznę może od siebie. Nie zawsze oczywiście byłem takim dumnym budowlańcem, nie wszystko wychodziło mi tak genialnie i nie raz ponabijałem sobie guzów. Być może pod moim adresem nie pojawiły się nigdy poważne oskarżenia, ale bezmyślnej rutyny, idących za nią fuszerek czy braku cierpliwości do trudnych klientów w mojej karierze nie zabrakło. Jak zwykł mawiać Napoleon Bonaparte, „tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi”. Niech więc pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy żadnych nie popełnił. Wszyscy uczymy się, dojrzewamy i zmieniamy. Błędy są wpisane w naturę człowieka. Ważniejszym od tego, aby ich nie popełniać, jest wyciąganie z nich wniosków i nauki na przyszłość.
Mierzmy wyżej i oczekujmy więcej
Odbierając na co dzień nowe domy i mieszkania, widzę, że jakość wykonywanych projektów rośnie. Nieco gorzej wygląda to w codziennej pracy różnych ekip, których realizacje zdarza mi się koordynować lub nadzorować. Chociaż i w tym drugim przypadku coraz powszechniej trafiają mi się absolutni profesjonaliści.
Moje obserwacje zmierzają jednak w innym kierunku. Tuż po moim bankructwie pracowałem przez pewien czas, uczestnicząc w dużych, deweloperskich projektach. Wiele wtedy zrozumiałem i zobaczyłem aspekt, którego wcześniej, będąc „na swoim”, nie dostrzegałem.
Faktem jest, że wokół nas powstają coraz piękniejsze osiedla. Faktem niestety jest również to, że pracujący przy tych projektach ludzie są tam bardzo często sponiewierani i pracują w upokarzających warunkach. Odarci z godności, pozbawieni szacunku i traktowani gorzej, niż wielu z nas traktuje zwierzęta. O kwestiach typu należna odzież ochronna czy zaplecze socjalne nawet nie wspominam, o nich w takich miejscach można tylko pomarzyć.
Błędne koło nieuczciwości rodzi patologie
Początek takiej sytuacji dał pewnie jakiś chytry i nieuczciwy deweloper, który w formie przymusu finansowego zlecił prace generalnemu wykonawcy, ucząc go przy okazji, na czym i na kim może sobie odbić nierówny podział zysków. Zresztą, w tej spirali oszukiwał każdy, kto tylko miał ku temu okazję. Począwszy od wyrolowania przyszłych mieszkańców, zabierając im każdy możliwy skrawek ziemi, mogący służyć za potencjalny plac zabaw, miejsce rekreacyjne czy ogród, a skończywszy na tych zwykłych, szeregowych pracownikach budowlanych.
Urągające warunki pracy
Kolejny aspekt, który warto tu podkreślić, to szeroko rozumiane warunki pracy. Mam tu na myśli wspomnianą odzież ochronną, która nie powinna być przywilejem, a podstawą czy zaplecze socjalne. Właściwie na każdej dużej budowie kobiety i mężczyźni mają wspólne toalety. Jak one wyglądają i jaka ma w nich miejsce ciekawa „twórczość” poetycko-malarska, wie każdy z budowlańców.
Poruszałem ten temat po wielokroć, rozmawiając z osobami decyzyjnymi i pytając o to, dlaczego tak jest. Najczęściej padającą odpowiedzią było stwierdzenie, że „przecież każdy tak robi”. Dlaczego jednak my, budowlańcy mamy być tacy, jak wszyscy? I dlaczego, skoro coś jest niewłaściwe i przeszkadza, należy to powielać, nie robiąc sobie nic ze szkodliwości takich decyzji?
Szacunek wobec kobiet jeszcze do niedawna obowiązywał w dawnej Polsce, dawnej Europie czy dawnej Ameryce: Zapamiętaj sobie, ilekroć wchodzi do twego pokoju kobieta, zawsze wstań, chociaż byłbyś najbardziej zajęty. […] W ten sposób płacisz dług wobec twej rodzonej Matki, która ci usłużyła własną krwią i ciałem… Wstań i nie ociągaj się, pokonaj twą męską wyniosłość i władztwo… Wstań nawet wtedy, gdyby weszła najbiedniejsza z Magdalen… Wstań bez zwłoki – pisał 8 grudnia 1955 roku w Komańczy bł. kardynał Stefan Wyszyński.
Zacznijmy od szacunku do siebie
Począwszy od siebie, musimy znowu zacząć się szanować. Chrześcijaństwo i cywilizacja łacińska jest co prawda dziś w odwrocie, ale nie musi to oznaczać, że mamy płynąć z lewicowo-liberalnym ściekiem. Potrzeba nam poważnej pracy nad sobą. Rozwój osobisty, zawodowy i społeczny, to nasz obowiązek. Nie stójmy w miejscu, spokojnie obserwując upadek własnej braci, pokażmy i udowodnijmy własną postawą, że mówiąc o nas źle, tkwią w błędzie!
Jeśli tego nie zrobimy i jeśli nasza branża w całej swej okazałości dalej będzie przyjmować darwinowskie reguły gry, to jak i kiedy możemy prowadzić rozważania o naszej godności i zyskać poczucie dumy z tego, że mamy długą i piękną tradycję zawodową oraz znamienitych poprzedników? Kto będzie chciał o tym pomyśleć, pracując w tak podłych warunkach? Przyzwalając na nie, będziemy się godzić na taki stan rzeczy. A on będzie wciąż zbyt bolesny, aby przyznać się przed samym sobą, że ktoś nas w pracy tak dotkliwie poniewiera.
O blogu
Życiowe doświadczenia, przeżycia i wydarzenia, które są częścią mojej przeszłości, kształtowały mój światopogląd, uczyły i budziły wiele refleksji. Wszystko to, co już teraz można zobaczyć na stronie Klubu i to, czym będę się dzielił tu, na blogu, to rezultat rosnącej dojrzałości i wewnętrznej przemiany, w efekcie których na siebie i świat patrzę dziś zupełnie inaczej niż dawniej. Koncepcja bloga z czasem się zmieni, może też rozwinie, ale zawsze to będzie przestrzeń, w której swoje miejsce znajdą moje osobiste refleksje widziane z perspektywy mojego subiektywnego punktu widzenia:
Formacja chrześcijańska: mistrzowie życia duchowego jak św. Teresa z Ávili, św. Jan od Krzyża, w nieco mniejszym stopniu o. Reginald Garrigou-Lagrange, ale także benedyktyńska kultura organizacyjna oraz proponowana przez Opus Dei idea uświęcenia pracy zawodowej;
Formacja patriotyczna: szczególnie cenię XIX-wieczną ideę pracy organicznej, twórczość Feliksa Konecznego i Romana Dmowskiego oraz niezłomną postawę bł. kardynała Stefana Wyszyńskiego;
Formacja zawodowa: moje zawodowe inspiracje pochodzą zarówno od wybitnych praktyków, rzemieślników, inżynierów, architektów i przedsiębiorców, jak i od znakomitych autorów w dziedzinie przywództwa i zarządzania – Michael E. Gerber, Eliyahu Goldratt, Stephen Covey.
Marian Brudzyński
pomysłodawca i twórca Klubu Gaudiego.
Dowiedz się więcej: O fundacji O fundatorze
To my, dumni budowlańcy!
Branża budowlana kojarzy się z określonymi, niekoniecznie pozytywnymi przymiotnikami. Połóżmy temu kres, zastanawiając się wspólnie, co przewartościować w sposobie myślenia, postępowaniu czy samokrytycznym postrzeganiu siebie, aby odmienić ten trend i przywrócić nam, budowlańcom szacunek.
Jako branża budowlana byliśmy wyśmiewani wystarczająco długo. Choć w gruncie rzeczy wydaje mi się, że nie dotyczy to tylko nas i jest współcześnie powszechną praktyką wobec wielu innych zawodów. Co więcej, uważam i wiem, że choć nam, jako grupie zawodowej, ciężko w to uwierzyć, nie mamy zupełnie powodu do wstydu.
Daliśmy przyzwolenie
Wydaje się, że zawładnęło nami zobojętnienie na to, jaką opinię o nas mają inni. Nie jesteśmy już zainteresowani dociekaniem prawdy ani obroną naszej godności. Z pokorą przyjmujemy razy i nie dyskutujemy z tymi, którzy wieszają na nas przysłowiowe psy.
Czy zasłużyliśmy? Oczywiście, że nie! Będąc sprawiedliwym, należy przyznać, że pośród naszej braci, co oczywiste, nie brakuje osób, które na wszystkie obelgi solidnie sobie zapracowały. Na pewno też ta część „budowlańców” (cudzysłów nie jest tu przypadkowy!) pomogła wypracować społeczne przyzwolenie dla dewaluacji naszego zawodu. Co to jednak oznacza? Ano nic ponad to, że jak w każdej innej branży, w naszej również zdarzają się „czarne owce”, fachowcy z przypadku, którzy nigdy nie powinni chwytać narzędzi i ludzie nieuczciwi, których celem jest wzbogacenie się kosztem cudzej krzywdy.
To jednak my sami, przymykając oko na kalumnie i niesprawiedliwe osądy, pozostając obojętni, przyczyniamy się do tego, aby trwało to nadal. A ja się na to nie zgadzam!
Sprawcy postępu, jeden z najstarszych i szanowanych zawodów świata
To my, dumni budowlańcy, reprezentujemy dziś jeden z najstarszych zawodów świata. To my, branża budowlana, stoimy od zarania dziejów za polepszaniem jakości codziennego życia: potężne akwedukty, katedry, drogi, mosty, porty, piramidy, fortyfikacje, tunele, zapory wodne, pałace i zamki, drapacze chmur i stadiony. Wszystko to, co stanowi element rozwoju i postępu, to praca naszych znakomitych poprzedników. To my dziś budujemy i modernizujemy domy naszych klientów, czyniąc je bardziej komfortowymi miejscami do rozwoju, wychowywania ich dzieci, spotkań towarzyskich i bezpiecznym azylem, do którego powracają każdego dnia.
Mistrzowie w swym fachu
Bardzo dobrze pamiętam otrzymaną na początku lat 90. lekcję. Starszy już wiekiem inżynier, wypowiadając się o pożądanym modelu firm rzemieślniczych, przytoczył cytat przypisywany żyjącemu w I wieku p.n.e. Witruwiuszowi, autorowi między innymi „Dziesięciu ksiąg o architekturze”: Mistrz budowlany powinien być chętny do nauki, ani bowiem talent bez wiedzy, ani wiedza bez talentu nie mogą stworzyć doskonałego mistrza. Powinien opanować sztukę pisania, być dobrym rysownikiem, znać geometrię, mieć dużo wiadomości historycznych. Powinien studiować filozofię, znać muzykę i orzeczenia prawnicze.
Choć wymagania Witruwiusza wysoko stawiają poprzeczkę, wymuszając wszechstronną edukację i bardzo szeroki rozwój, to ja w swojej karierze zawodowej takich właśnie mistrzów spotkałem. Dużo im zawdzięczam. To dzięki nim zrealizowałem wiele bardzo ciekawych projektów, poznałem setki świetnych inwestorów, rzemieślników, architektów i handlowców. To dzięki nim doświadczyłem mnóstwo ludzkiej życzliwości, otrzymałem niezliczone referencje i polecenia.
No ale dobrze, wracając do meritum, jak poradzić sobie z tą rozpowszechnioną w obiegu, negatywną opinią o nas?
„Funta kłaków” nie warci
Mówi się – i nie jest to opinia odosobniona – że jesteśmy alkoholikami, ignorantami, nałogowymi palaczami, brudasami, partaczami, nierobami, oszustami czy prostakami.
No cóż, zacznę może od siebie. Nie zawsze oczywiście byłem takim dumnym budowlańcem, nie wszystko wychodziło mi tak genialnie i nie raz ponabijałem sobie guzów. Być może pod moim adresem nie pojawiły się nigdy poważne oskarżenia, ale bezmyślnej rutyny, idących za nią fuszerek czy braku cierpliwości do trudnych klientów w mojej karierze nie zabrakło. Jak zwykł mawiać Napoleon Bonaparte, „tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi”. Niech więc pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy żadnych nie popełnił. Wszyscy uczymy się, dojrzewamy i zmieniamy. Błędy są wpisane w naturę człowieka. Ważniejszym od tego, aby ich nie popełniać, jest wyciąganie z nich wniosków i nauki na przyszłość.
Mierzmy wyżej i oczekujmy więcej
Odbierając na co dzień nowe domy i mieszkania, widzę, że jakość wykonywanych projektów rośnie. Nieco gorzej wygląda to w codziennej pracy różnych ekip, których realizacje zdarza mi się koordynować lub nadzorować. Chociaż i w tym drugim przypadku coraz powszechniej trafiają mi się absolutni profesjonaliści.
Moje obserwacje zmierzają jednak w innym kierunku. Tuż po moim bankructwie pracowałem przez pewien czas, uczestnicząc w dużych, deweloperskich projektach. Wiele wtedy zrozumiałem i zobaczyłem aspekt, którego wcześniej, będąc „na swoim”, nie dostrzegałem.
Faktem jest, że wokół nas powstają coraz piękniejsze osiedla. Faktem niestety jest również to, że pracujący przy tych projektach ludzie są tam bardzo często sponiewierani i pracują w upokarzających warunkach. Odarci z godności, pozbawieni szacunku i traktowani gorzej, niż wielu z nas traktuje zwierzęta. O kwestiach typu należna odzież ochronna czy zaplecze socjalne nawet nie wspominam, o nich w takich miejscach można tylko pomarzyć.
Błędne koło nieuczciwości rodzi patologie
Początek takiej sytuacji dał pewnie jakiś chytry i nieuczciwy deweloper, który w formie przymusu finansowego zlecił prace generalnemu wykonawcy, ucząc go przy okazji, na czym i na kim może sobie odbić nierówny podział zysków. Zresztą, w tej spirali oszukiwał każdy, kto tylko miał ku temu okazję. Począwszy od wyrolowania przyszłych mieszkańców, zabierając im każdy możliwy skrawek ziemi, mogący służyć za potencjalny plac zabaw, miejsce rekreacyjne czy ogród, a skończywszy na tych zwykłych, szeregowych pracownikach budowlanych.
Urągające warunki pracy
Kolejny aspekt, który warto tu podkreślić, to szeroko rozumiane warunki pracy. Mam tu na myśli wspomnianą odzież ochronną, która nie powinna być przywilejem, a podstawą czy zaplecze socjalne. Właściwie na każdej dużej budowie kobiety i mężczyźni mają wspólne toalety. Jak one wyglądają i jaka ma w nich miejsce ciekawa „twórczość” poetycko-malarska, wie każdy z budowlańców.
Poruszałem ten temat po wielokroć, rozmawiając z osobami decyzyjnymi i pytając o to, dlaczego tak jest. Najczęściej padającą odpowiedzią było stwierdzenie, że „przecież każdy tak robi”. Dlaczego jednak my, budowlańcy mamy być tacy, jak wszyscy? I dlaczego, skoro coś jest niewłaściwe i przeszkadza, należy to powielać, nie robiąc sobie nic ze szkodliwości takich decyzji?
Szacunek wobec kobiet jeszcze do niedawna obowiązywał w dawnej Polsce, dawnej Europie czy dawnej Ameryce: Zapamiętaj sobie, ilekroć wchodzi do twego pokoju kobieta, zawsze wstań, chociaż byłbyś najbardziej zajęty. […] W ten sposób płacisz dług wobec twej rodzonej Matki, która ci usłużyła własną krwią i ciałem… Wstań i nie ociągaj się, pokonaj twą męską wyniosłość i władztwo… Wstań nawet wtedy, gdyby weszła najbiedniejsza z Magdalen… Wstań bez zwłoki – pisał 8 grudnia 1955 roku w Komańczy bł. kardynał Stefan Wyszyński.
Zacznijmy od szacunku do siebie
Począwszy od siebie, musimy znowu zacząć się szanować. Chrześcijaństwo i cywilizacja łacińska jest co prawda dziś w odwrocie, ale nie musi to oznaczać, że mamy płynąć z lewicowo-liberalnym ściekiem. Potrzeba nam poważnej pracy nad sobą. Rozwój osobisty, zawodowy i społeczny, to nasz obowiązek. Nie stójmy w miejscu, spokojnie obserwując upadek własnej braci, pokażmy i udowodnijmy własną postawą, że mówiąc o nas źle, tkwią w błędzie!
Jeśli tego nie zrobimy i jeśli nasza branża w całej swej okazałości dalej będzie przyjmować darwinowskie reguły gry, to jak i kiedy możemy prowadzić rozważania o naszej godności i zyskać poczucie dumy z tego, że mamy długą i piękną tradycję zawodową oraz znamienitych poprzedników? Kto będzie chciał o tym pomyśleć, pracując w tak podłych warunkach? Przyzwalając na nie, będziemy się godzić na taki stan rzeczy. A on będzie wciąż zbyt bolesny, aby przyznać się przed samym sobą, że ktoś nas w pracy tak dotkliwie poniewiera.
Życiowe doświadczenia, przeżycia i wydarzenia, które są częścią mojej przeszłości, kształtowały mój światopogląd, uczyły i budziły wiele refleksji. Wszystko to, co już teraz można zobaczyć na stronie Klubu i to, czym będę się dzielił tu, na blogu, to rezultat rosnącej dojrzałości i wewnętrznej przemiany, w efekcie których na siebie i świat patrzę dziś zupełnie inaczej niż dawniej. Koncepcja bloga z czasem się zmieni, może też rozwinie, ale zawsze to będzie przestrzeń, w której swoje miejsce znajdą moje osobiste refleksje widziane z perspektywy mojego subiektywnego punktu widzenia:
Formacja chrześcijańska: mistrzowie życia duchowego jak św. Teresa z Ávili, św. Jan od Krzyża, w nieco mniejszym stopniu o. Reginald Garrigou-Lagrange, ale także benedyktyńska kultura organizacyjna oraz proponowana przez Opus Dei idea uświęcenia pracy zawodowej;
Formacja patriotyczna: szczególnie cenię XIX-wieczną ideę pracy organicznej, twórczość Feliksa Konecznego i Romana Dmowskiego oraz niezłomną postawę bł. kardynała Stefana Wyszyńskiego;
Formacja zawodowa: moje zawodowe inspiracje pochodzą zarówno od wybitnych praktyków, rzemieślników, inżynierów, architektów i przedsiębiorców, jak i od znakomitych autorów w dziedzinie przywództwa i zarządzania – Michael E. Gerber, Eliyahu Goldratt, Stephen Covey.
Dowiedz się więcej:
O fundacji
O fundatorze
Kategorie
Najnowsze wpisy
To my, dumni budowlańcy!
10 kwietnia, 2025Fundamenty modelowej firmy
10 kwietnia, 2025Czytaj, by godnie żyć – formacja zawodowa
10 kwietnia, 2025„Sztuczki” i techniki manipulacyjne w usługach
10 kwietnia, 2025Czytaj, by godnie żyć – kształcenie charakteru
10 kwietnia, 2025Klub Gaudiego – nasz ideał patriotyzmu
24 stycznia, 2025