• Home
  • Czytaj, by godnie żyć – kształcenie charakteru

Czytaj, by godnie żyć – kształcenie charakteru

admin123@ 10 kwietnia, 2025 0 Comments

Zaczynam po kolei – od fundamentów. Biblia, katechizm i kompendium nauczania społecznego Kościoła.

Jeśli chodzi o Biblię, to z całym przekonaniem polecam zapoczątkowaną w latach 70. na Uniwersytecie Nawarry w Hiszpanii „Biblię Nawarską”. Zawiera wyjaśnienia ojców Kościoła, soborów powszechnych, papieży i świętych. To jedyna Biblia z tak obszernym komentarzem obejmującym 2 tysiące lat historii. Dzięki tytanicznej pracy tamtejszego Uniwersytetu, również osoby niezajmujące się zawodowo teologią, czy niebędące nawet chrześcijanami, mogą wejść ze zrozumieniem w świat Bożego Objawienia i Tradycji.

„Katechizm Kościoła katolickiego” (w skrócie KKK) to oficjalna wykładnia doktryny wiary i zasad moralności Kościoła katolickiego. W swej bibliotece mam zarówno wydanie opracowane na polecenie Jana Pawła II z 1992 roku, jak i znakomity Katechizm katolickiego kard. Piotra Gasparriego z 1934 roku.

Do tych dwóch propozycji koniecznie musi być coś lżejszego. Jako pierwszą poleciłbym książkę św. Tomasza z Akwinu, „Wykład pacierza”. Jest to zbiór rekolekcji wygłoszonych dla mieszkańców Neapolu pod koniec życia Akwinaty. Dla mnie była to wielka przygoda intelektualna, która uporządkowała na zawsze wiele osobistych problemów religijnych.

Kolejne propozycje wyszły spod pióra naszego znakomitego pisarza, Jana Dobraczyńskiego. Polecam całą jego twórczość, a obowiązkowo „Listy Nikodema” i „Cień Ojca”.

„Listy Nikodema” to przepiękne studium ludzkiej natury przeplatane historią życia Jezusa, Jego Matki i uczniów. Wszystko opisane przez rabina Nikodema, członka Sanhedrynu, człowieka wątpiącego, bojaźliwego i przygniecionego cierpieniem, którego życie po spotkaniu ze Zbawicielem nie było już takie samo. Kolejne jego listy krok po kroku pokazują stopniową przemianę duchową. Polecam osobom wierzącym i niewierzącym, życiowym optymistom i przeżywającym trudne chwile w swoim życiu.

„Cień Ojca” to słynna powieść o codziennym dniu św. Józefa. Ukazuje jego odwagę, zaufanie, miłość i pracowitość. Za to czcimy go jako człowieka niezwykle sprawiedliwego, wiernego sługę Bożego, wzór ojcostwa i rzemieślnika oddanego swojej pracy. Książką tą zachwycił się sam papież Franciszek, rekomendując lekturę w liście apostolskim Patris Corde. Gdyby nie ona, nigdy bym chyba nie miał takiego nabożeństwa do tego Świętego Ojca. Być może podzielę się kiedyś swoim zachwytem nad tym, gdy rozmyślam, jak zarządzał on swoim maleńkim warsztatem w Nazarecie…

Warto też polecić niezwykle ciekawą literaturę autorstwa żydowskiego rabina Rzymu, Eugenio Zoli, „Nazarejczyk”. Studiując i wykładając Stary Testament, dochodzi do wniosku, że Jezus z Nazaretu, to był właśnie oczekiwany przez Żydów Mesjasz. Znany powszechnie na całym świecie wybitny biblista, swoją książkę wydał jeszcze, pełniąc funkcję rabina, a jego nawrócenie wraz z całą rodziną nastąpiło kilka lat później, w 1944 roku. Wydarzenie to wywołało prawdziwy szok wśród społeczności żydowskiej.

Kolejną pozycją, która mnie swego czasu urzekła i nic nie straciła ze swej aktualności, to pozycja Scotta i Kimberly Hahn: „W domu najlepiej. Nasza droga do Kościoła katolickiego”.Jest to historia małżeństwa bardzo dobrze wykształconych protestantów, którzy po latach studiów odkryli, że to Kościół katolicki jest tym założonym przez Jezusa i że to on przechowuje depozyt wiary. Początkowo wrogo nastawieni do Kościoła, z czasem, w miarę coraz bardziej pogłębionych studiów, zaczęli odkrywać swoją tytułową „drogę do domu”. Z niejakim zdziwieniem stwierdzili, iż spora część katolików tak naprawdę nie ma pojęcia o swojej wierze. Książkę czyta się jak dobrą literaturę sensacyjną. Suma summarum, obydwoje przyjęli Chrzest Święty. Przyznaję, że czytając po raz drugi tę książkę, jak nigdy dotąd zdałem sobie sprawę, że – parafrazując cytat Cypriana – „nie można mieć Boga za Boga, nie mając Kościoła za Matkę”.

Tą ostatnią pozycją w zasadzie można zakończyć polecane lektury o znaczeniu fundamentalnym dla formacji katolickiej. Niestety zdaje się, że dla przeważającej większości wiernych na tym kończy się poznawanie swojej wiary. Szkoda, bo na dobrą sprawę nasza „przygoda”, a przede wszystkim osobowa relacja z Panem Bogiem i Jego przyjaciółmi, dopiero powinna się zaczynać. Tu rozpoczyna się poszukiwanie Boga i pokładanie w Nim nadziei, a poznając Go, coraz bardziej się zakochujemy i za tą Miłością podążamy. Popełnilibyśmy jednak spory błąd, licząc na tej drodze tylko na własne siły. Pięknie to zauważył mój ukochany poeta i myśliciel, C. K. Norwid:

„Człowiek?… jest to kapłan bez-wiedny

I niedojrzały…”.

Tu tkwi dramat człowieka i nas wszystkich. Jestem kapłanem, czyli mam służyć Bogu, ale w rzeczywistości brakuje mi dojrzałości, co sprawia, że postępuję poniżej swoich możliwości. Nie będziemy Ci służyć. Chcemy być tacy, jak Ty – tak powiedzieli pierwsi Rodzice. To po nich otrzymaliśmy gen mordercy (zabójstwo Abla), zdrady i chciwości. Ten dziedziczny katechizmowy grzech pierworodny gładzi Chrzest Święty oraz każdorazowo – po naszym mniejszym, czy większym upadku – Sakrament Pokuty. A będąc zaopatrzeni w te Sakramenty, nie jesteśmy już sami. Możemy liczyć na Bożą pomoc i przyjaźń, czyli katechizmową łaskę Bożą.

Dopiero tak przygotowani możemy zabierać się w sposób przemyślany i cierpliwy za dzieło swojego życia i wieczności. Droga ta wiedzie przez wchodzenie w głąb swojego serca i powolnego odkrywania istniejącego w nas życia wewnętrznego. Życia nieporównywalnie bogatszego niż to, co na co dzień dostrzegamy wokół siebie. Z czasem nasza postawa zaczyna być dostrzegana przez innych. Stajemy się bardziej zorganizowani, punktualni, konsekwentni, wyrozumiali, serdeczni… Na swej drodze spotkałem takie osoby, a ich życiowa mądrość i niewytłumaczalne dostojeństwo mnie urzekły. Mógłbym na ten temat pisać i dyskutować, ale to raczej nie jest czas i miejsce… Teraz moment na kolejne polecane lektury, tym razem już stricte z dziedziny chrześcijańskiej duchowości.

Na początek wspomnę o jednej z pierwszych moich książek z tego zakresu: „Zagrożenia duchowe” prof. Macieja Giertycha. Jeśli dobrze pamiętam, były to poddane nieznacznej korekcie felietony, jakie pisał pod koniec lat 80. dla „Rycerza Niepokalanej”.

Kolejną będzie kapitalne dwuczęściowe wprowadzenie do ascetyki, napisane dość przystępnym językiem przez kapłana z Prałatury Opus Dei, Juana Louisa Lordy,  „Być chrześcijaninem”. Jeżeli ktoś w naszej religii szuka czegoś więcej niż „paciorka”, jest to absolutnie lektura obowiązkowa.

Dalej mogłyby być „Opowieści pielgrzyma” napisane w drugiej połowie XIX wieku przez rosyjskiego micha, Arsenija Trojepolskiego. Wyjątkowe dzieło chrześcijańskiej duchowości, przedstawiające drogę do odkrycia i praktyki tzw. modlitwy nieustannej (in. modlitwa Jezusowa lub modlitwa serca). Tytułowy pielgrzym wyrusza w drogę w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „czym jest modlitwa”? Podczas wędrówki nie tylko nauczył się modlitwy, ale zaczął też żyć zgodnie z wolą Bożą. Forma przedstawiona w opowieści jest szczególnie popularna w tradycji prawosławnej, ale oczywiście znają ją i praktykują także katolicy. Wielka w tym zasługa Benedyktynów z Tyńca, którzy obecnie realizują wielki projekt wydawniczy, przekładając na język polski teksty największych mistrzów duchowych z okresu od IV do XV wieku. Notabene, najlepszą definicją modlitwy jest dla mnie ta wypowiedziana przez św. Teresę od Krzyża, karmelitankę, o której będzie nico niżej:

„Modlitwa to nic innego, jeno poufne i przyjacielskie obcowanie z Bogiem. Do takich relacji prowadzić może jedynie rodząca się miłość do Jezusa, która rodzi się w związku z Jego poznawaniem oraz poznawaniem pokornym siebie: kim jestem, w pierw – kim z pewnością nie jestem… Dar ten otrzymuje się poprzez wzrastanie w pokorze i modlitwę. Modlitwa, aby była modlitwą, nie koniecznie musi być tylko modlitwą myślną. Jedyny warunek, to taki, aby towarzyszyła tej modlitwie odpowiednia uwaga. Kto bowiem modli się bez zastanowienia się nad tym, do kogo mówi, o co prosi, i kto jest on, który prosi, a kto Ten, którego prosi, jakkolwiek długo by ruszał ustami – nie można nazwać modlitwą”.

I wreszcieFilokalia, z greki – umiłowanie piękna. Zdaje się, że zaczynam pomału przekraczać jakąś przyzwoitą objętość blogowego wpisu, więc jeśli chodzi o dorobek z zakresu duchowości chrześcijaństwa zachodniego, ograniczę się już tylko do wymienienia kilku najważniejszych moim zdaniem tytułów:

  • o. Jean-Babtiste Chautard Życie wewnętrzne duszą apostolstwa – gdy czytałem tę książkę, tematyka była już mi znana, ale po przeczytaniu fragmentu mówiącego, że „aktywność chrześcijańska to może być przeklęte zajęcie”, zupełnie inaczej spojrzałem na swoje byłe publiczne zaangażowanie,
  • Reginald Garrigou-Lagrange  Trzy okresy w życiu wewnętrznym”, ale także skrócona wersja, którą szczególnie polecam, czyli Trzy nawrócenia,
  • Święty Jan od Krzyża Dzieła, św. Teresa z Avili Twierdza wewnętrzna – toabsolutne arcydzieła. Koniecznie należy zapoznać się ze wstępem i objaśnieniem, jak należy czytać te książki. Wydaje mi się, że dobrze by było wpierw też coś sobie poczytać o tych wielkich mistrzach życia duchowego.

Na koniec – lub na początek, jeśli taka Wasza wola – warto zapoznać się także z lekturą o poważnych chorobach duszy. Osobiście bardzo sobie cenię:

  • F. Francisco Carvajala „Lenistwo duchowe” – niezwykle cenne jest też jego ośmiotomowe dzieło służące jako pomoc do porannego rozmyślania, „Rozmowy z Bogiem”,
  • J. Charlesa Naulta „Demon południa: Acedia – podstępna choroba duszy”.

Do tak ciężkiej choroby prowadzi zwykle nasza letniość i wydaje mi się, że drugim takim ważnym czynnikiem jest wiara we własne siły, i w oparciu tylko o to zaangażowanie chęć bycia chodzącym ideałem. To tak nie działa. Zachęcam do lektury „Wady świętych ks. Jesusa Urteagi oraz „Sztuki korzystania z własnych błędów, Josepha Tissota.

A jeżeli kogokolwiek zainteresowała ta tematyka, śmiało proszę pisać, dzwonić. Ten temat aż się czasami prosi o jeszcze głębszą i bardziej osobistą wypowiedź.