• Home
  • Nie zawsze funkcjonowanie w “społecznościówkach”, jest proste

Nie zawsze funkcjonowanie w “społecznościówkach”, jest proste

admin123@ 24 stycznia, 2025 0 Comments

Klub Gaudiego na Facebooku

Tuż po pierwszej rocznicy założenia Klubu Gaudiego pomyślałem, że położyłem pod ten projekt już tak solidne fundamenty, że najwyższy czas pokazać się publicznie. Wybrałem Facebooka. Wydawał mi się platformą o stosownej nośności. Zaledwie w ciągu kilkunastu dni nasz profil polubiło przeszło 1300 osób. Idea spotkała się z dużym zainteresowaniem i chyba jeszcze większą życzliwością. Choć mogło się wydawać, że wszystko zmierza w pożądanym kierunku, szybko przekonałem się, że nie stanowimy sami o sobie.

Skomplikowane zasady społeczności

Opracowałem treść reklamy, której zadaniem było szerzenie idei i umożliwienie jej dotarcia do większego grona. Nie trzeba było długo czekać, aby FB zakwestionował treść przekazu. Nie spodobała się fraza […] zachwyceni benedyktyńską kulturą organizacyjną. Otrzymałem sugestię, żeby oznaczyć profil, jako organizację religijną. Oczywiście byłoby to jednak nie do końca prawdziwe…

Wiedziałem, że Meta co do zasady nie miała problemu z przekazem na temat pandemii, LGBT czy ukraińskiego prezydenta. Dlaczego równocześnie stwarzała problem w przekazie, którego treść już piętnaście wieków temu stanowiła fundamenty nowoczesnej Europy?

Odwołanie się od decyzji związanej ze wstrzymaniem reklamy wprawdzie zostało rozpatrzone pozytywnie, reklama ponownie zaczęła się wyświetlać, ale dalsza sekwencja zdarzeń znowu okazała się dla mnie mocno rozczarowująca.

Zhakowane konto osobiste

Kolejnego dnia moje prywatne konto zostało zhakowane, w wyniku czego raczej bezpowrotnie utraciłem profil osobisty, a tym samym również firmowy, który był zarządzany poprzez prywatne konto.

Czy to tak zwana siła wyższa, bo istnienie hackerów i ich działania nikogo dziś już nie dziwią, czy jednak można mieć pretensje do Mety/Facebooka i Marka Zuckerberga? A i owszem, ja pretensję mam i spieszę z wyjaśnieniem z jakiego powodu.

Pieniądz na piedestale

Naiwnością byłoby sądzić, że Facebook, X, Instagram czy jakakolwiek inna platforma społecznościowa powstały dla ludzi w celu sprawienia im przyjemności. Ludzie są tam oczywiście potrzebni, ale w roli narzędzi realizujących cele twórców portali. Każda z tych platform to bowiem po prostu maszynka do zarabiania. Przy okazji każda z nich jest również w rękach swoich właścicieli potężnym narzędziem wpływu.

Pierwotnie jednak przez wiele lat funkcjonowania portali i rozrostu zainteresowanej nim społeczności, te nadrzędne cele wydawały się dość dobrze przysłonięte woalem niedopowiedzenia. Na tyle skutecznie, że nam, „Kowalskim” mogło się wydawać, że powstały dla nas. Wszak nie sposób odmówić im pozytywnych aspektów i wartości, które wnoszą w nasze życia: dostęp do informacji, ułatwienie komunikacji i utrzymywania relacji społecznych, zwiększanie zasięgu myśli, a więc i umożliwienie propagowania idei, szerzenia koncepcji czy bardziej przyziemnie – reklamowanie firm, produktów i usług.

Choć powstały stosunkowo niedawno, to na naszych oczach odmieniły świat i zrobiły to tak stanowczo i gwałtownie, że trudno nam dziś przypomnieć sobie, jak wyglądał ten poprzedni, kiedy Messengera, Facebooka, Instagrama czy X nie było, a my, chcąc się szybko porozumieć, pisaliśmy do siebie wiadomości SMS.

Jesteśmy na sprzedaż?

Nie ma się co czarować, dla każdej z wymienionych platform jesteśmy tylko zbiorem danych, które na różne sposoby można monetyzować.

Wartością nadrzędną jest pieniądz, profile firmowe coraz częściej narzekają na brak możliwości bezpłatnej promocji, a budowanie naturalnej popularności staje się niemożliwe, jeśli chcemy być widoczni, musimy ponosić koszty.

Musimy płacić również za to, żeby otrzymywać content bez reklam. Tu tworzy nam się nieco komiczny paradoks. Meta otrzymuje bowiem pieniądze od firm, które płacą za reklamę, równocześnie pobierając opłaty od użytkowników, którzy wyświetlania tych reklam nie chcą, prawdziwe perpetuum mobile. Nie to jednak kole w oczy najmocniej.

Człowiek nie ma znaczenia

Najbardziej dotkliwym wydaje się fakt odczłowieczenia. Rozumie to każdy, kto kiedykolwiek próbował „odwołać się” od bana lub zgłosić jakąkolwiek niesprawiedliwość dziejową, która go na społecznościówkach dotknęła. Bynajmniej nie chodzi o to, że moderatorzy są tak bezwzględni i surowi, nie w tym rzecz. Ich tam po prostu nie ma. Czy w kalifornijskim Menlo Park, w którym mieści się siedziba Mety, brakuje specjalistów, których można byłoby w roli moderatorów i administratorów zatrudnić? Ależ skąd. Oni nie są potrzebni, bo człowiek, jako indywidualna osoba zupełnie się tam nie liczy. Po co więc na facebookowych stołkach miałby zasiadać ktoś, kogo zadaniem byłoby dbanie o nasz komfort i potrzeby? Na ich miejscu mamy boty, sztuczną inteligencję i automatyczne respondery, z którymi próbujemy dyskutować, ale jesteśmy na z góry straconej pozycji.

Jesteśmy stadem owiec, które ma przyswajać prezentowane treści. To, jakie to treści, w jakimś stopniu jest zależne od nas samych. Faktycznie bowiem nasz newsfeed jest generowany na podstawie tego, co uprzednio przykuło naszą uwagę. Mimo woli jednak przedostają się do niego również myśli nie zawsze spójne z naszymi i mi, choć nie podzielam takiego światopoglądu, trudno uciec od lewicowo-liberalnej ideologii, która jest mi prezentowana. To wszystko jednak bez znaczenia. Mamy klikać reklamy, komentować, dawać lajki i okazywać zainteresowanie tym, czym karmi nas Facebook. To zaś, co nas dotyczy i nad czym chcielibyśmy mieć kontrolę, nie jest ważne.

Osobiście jestem zażenowany. Jeśli ekipa Donalda Trumpa nie odwróci lewicowych trendów w Ameryce i jej bliższych oraz dalszych peryferiach, to za chwilę American Dream, symbol starej Ameryki i to, co się z nim wiązało, przestanie przywodzić na myśl skojarzenia z pięknym snem i spełnianymi marzeniami, stając się w zamian naszym nocnym koszmarem.