• Home
  • Fundamenty modelowej firmy

Fundamenty modelowej firmy

admin123@ 10 kwietnia, 2025 0 Comments

Codziennie spieszymy do swojego miejsca pracy, podejmując się firmowej koordynacji i zobowiązań, intensywnie szukając kolejnego zlecenia czy wyspecjalizowanego podwykonawcy. Niestety, czasy dla niewielkich rzemieślniczych firm są bardzo trudne. W Polsce wszelkie dobra i usługi obkładane są niezwykle wysokimi podatkami, na niewyobrażalną skalę rośnie także zadłużenie Polaków. W takiej sytuacji usługi stają się coraz droższe, a nasi klienci w ogromnej większości coraz biedniejsi. Powstaje więc nadwyżka dóbr i usług, ponieważ większość społeczeństwa nie może pozwolić sobie na ich zakup ze względu na ceny.

            To natychmiast powoduje morderczą konkurencję. Robiona pod takim przymusem wycena robót to zwykle zła wycena. A zła wycena to problemy dla klienta, firmy, rodziny i osobiste. Co w takiej sytuacji zwykle robimy? Zawijamy rękawy i nadludzkim wysiłkiem staramy się uratować, co możemy. Ale to zwykle droga donikąd. Niedopuszczalna jest przecież sytuacja, gdy poprzez kilkunastogodzinny dzień pracy bez wolnej soboty (czasami także niedzieli) i bez urlopu, próbując ratować własną rodzinę, sami niepostrzeżenie stajemy się niewolnikami, a w najlepszym razie najemnikami we własnej firmie.  Bliscy wtedy ciebie nie mają i ty też raczej nie masz nikogo.

            Do wyboru w zasadzie pozostaje jeszcze obniżenie jakości świadczonych usług, dopuszczanie się nieuczciwych praktyk wobec pracowników i współpracowników lub zawieszenie działalności. Każda z tych opcji to wybór dramatyczny. A znam te wybory jak mało kto… bo przerabiałem te wszystkie warianty.

            A po swoim bankructwie, najbardziej zastanawiał mnie fakt, że przecież ja osobiście i moja firma, cieszyliśmy się bardzo dobrą opinią – sprawy zawodowe były tylko pośrednio związane z moją upadłością(aczkolwiek wymuszały one moją częstą nieobecność w pracy) – więc dlaczego, firma nie poradziła sobie beze mnie? Zaliczając kolejne kursy i warsztaty, uważnie studiując specjalistyczną literaturę, z zupełnie innej perspektywy zacząłem patrzeć na moje zawodowe sukcesy, i doświadczenie klęski.

Zrozumiałem, że za fasadą moich sporych sukcesów, kryło się także często wiele przypadkowości, szczęścia, cwaniactwa… Do jakich więc wniosków doszedłem?

            Ano do takich, że moja nowa firma  ma działać beze mnie, a nie dzięki mnie. Mówiąc nieco dokładniej – samo zarządzanie nie opiera się na mnie i innych osobach, lecz wszyscy bez żadnego wyjątku podporządkowujemy się systemowi operacyjnemu. Zaraz się znajdą jacyś malkontentenci, którzy powiedzą, że jest to niemożliwe, że brak środków finansowych, że kryzys, że Kościół, a gdy argumenty się wyczerpią, to z pewnością będą wszystkiemu winni Żydzi i masoni…Niestety, narzekanie i zawiść, to rak zabijający wiele ciekawych inicjatyw. A przecież to właśnie w oparciu o tego typu rozwiązania działają wszystkie nowoczesne firmy na czele z McDonald, i wieloma innymi międzynarodowymi korporacjami. Dlaczego więc nie zastosować podobnych schematów w niewielkiej firmie? Proszę mi wierzyć – w kierowanej przeze mnie Spółce to nie tylko jest możliwe, ale to już zaczyna działać.

Aby firma zaczęła działać tak naprawdę, powinna zostać zbudowana w taki sposób, aby radziła sobie bez ciebie – szefa/kierownika. A żeby to się udało, kluczowe jest jasne wypracowanie idei i misji firmy w takich obszarach jak:

  • wartości,
  • zasady,
  • kultura organizacyjna,
  • schemat operacyjny (standardy działania),
  • cel podstawowy i cele strategiczne.

            Tu obowiązuje żelazna reguła: idea jest ważniejsza niż praca! Dopiero gdy stworzymy jasną ideę, zaczynamy szlifować naszą usługę poprzez wielokrotne powtarzanie wcześniej opracowanych instrukcji. Drugi punkt jest taki, że zawsze zaczynamy od siebie. To dlatego na blogu pisałem sporo o formacji osobistej, o przywództwie i umiejętności zarządzania najpierw sobą, a dopiero na drugim miejscu firmą. Jeżeli jest inaczej, może się okazać że to nasze osobiste obawy, lęki, kompleksy, słabe przygotowanie merytoryczne itp. będą głównymi hamulcami rozwoju firmy i zamiast ten projekt ożywiać, będziemy go powoli sami dobijać.

            Porządkując swoje życie, tryskając na co dzień radością i czerpiąc satysfakcję oraz przyjemność z twórczej codzienności, z całą pewnością wypracujemy też pozytywną koncepcję i ideę firmy. Jeżeli gdzieś natomiast zagubiliśmy po drodze właściwą orientację i nie potrafimy odróżniać tego, co istotne, od tego, co peryferyjne, to i nasza idea, a następnie praca będą mizerne. A porażka całkowita będzie wtedy, gdy bez liczenia się ze swoimi pracownikami i inwestorami na pierwszym miejscu postawimy wypracowanie maksymalnych zysków. Wyniki finansowe mogą się zgadzać, ale w takiej firmie nie będzie ducha. Przed taką sytuacją przestrzegał abp Fulton Sheen:

„Gdy człowiek w sposób nieumiarkowany kocha bogactwa, on i one rosną razem, niczym drzewo wzrastające korzeniami w szczeliny skalne. Dla takiego człowieka śmierć jest bolesną szarpaniną, ponieważ ściśle identyfikuje się się on z rzeczami materialnymi. Ma wszystko, dla czego żyje, i nic, dlaczego miałby umrzeć. Wskutek tego przy śmierci staje się najnędzniejszym, wyzutym ze wszystkiego żebrakiem na świecie,  gdyż nie ma nic, co mógłby ze sobą zabrać. Odkrywa – za późno – że nie należał do siebie, lecz do rzeczy – bo bogactwo jest bezlitosnym panem”.

            To może tyle, jeśli chodzi o ideę. Teraz słów kilka o kulturze organizacyjnej. Jeżeli moim marzeniem było, aby nowa firma działała beze mnie, a nie dzięki mnie, jest rzeczą oczywistą, że moja rola powinna ograniczać się do działalności ideotwórczej i wizjonerskiej. To na mnie spoczywa opracowanie systemu spełniającego oczekiwania wszystkich zatrudnionych i współpracujących z przedsiębiorstwem osób.

            Warto mieć świadomość, że dzisiaj ogromna rzesza ludzi nie dostaje tego, czego chce ani od naszej konkurencji, ani od państwa, samorządu, rządu, Kościoła czy rodziny. Ja na przykład dążę do tego, aby w mojej Spółce było hierarchiczne poczucie wspólnoty, w której jest cel, porządek i sens. I jeżeli nasza firma ma być czymś więcej niż tylko miejscem, do którego pracownicy przychodzą z wątpliwą motywacją, patrzą na zegar i czekają na koniec tygodnia, by otrzymać wypłatę, to muszą mieć jasno wytłumaczone:

  • czym według mnie ma ta firma stać się dla klienta,
  • czym ma być dla pracownika,
  • jaka jest dla mnie.

            Wszyscy muszą wiedzieć, jak moja firma wygląda, jak działa i dokąd zmierza. Takich informacji, opisów itp. jest bardzo dużo. Dotychczas opracowane przeze mnie – na podstawie wiedzy i osobistego doświadczenia – instrukcje operacyjno-techniczne to już niezłych rozmiarów podręcznik, liczący około 100 stron. Co zawiera? Podaję kilka przykładowych pozycji:

  • historia firmy,
  • idea i misja,
  • kultura organizacyjna firmy,
  • wzory umów i formularzy,
  • wytyczne dla działu produkcji i nadzoru,
  • wytyczne przygotowania placu budowy lub remontu,
  • wytyczne dla prowadzonych roboty glazurniczo-malarskich,
  • wytyczne dla robót związanych z instalacjami elektrycznymi,
  • wytyczne związane z robotami sanitarnymi,
  • zarządzanie, procedury operacyjne,
  • itp. …

            Czy staniemy się pod względem wizerunku, działania i realizacji wyznaczonych sobie zadań inspiracją, pomocą, a nawet unikalnym współczesnym modelem chrześcijańskiego mikroprzedsiębiorstwa, ale też i kompletnym narzędziem do zarabiania godziwych pieniędzy? Czas pokaże. Ja ufam, że tak będzie, a już z całą pewnością stworzymy porządne fundamenty  dla innych.