• Home
  •  „Sztuczki” i techniki manipulacyjne w usługach

 „Sztuczki” i techniki manipulacyjne w usługach

admin123@ 10 kwietnia, 2025 0 Comments

Zabierając się pomału do pisania tekstów o modelowej firmie, nie sposób nie zatrzymać się jeszcze nad różnymi naszymi „sztuczkami” i wybiegami w relacjach z inwestorem. Pomijam tu temat fuszerek. Trudno byłoby mi je opisać, bo ten katalog budowlanej twórczości jest porażający. Począwszy o np. jednej takiej mojej z początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to przestrzeń w ścianie warstwowej budynku jednorodzinnego zamiast odpowiedniej klasy styropianem, wypełniłem jałowym piaskiem. Suma summarum, było to o tyle niegroźne, iż styropianu zabrakło mi na ok. 5-7 cm wysokości i ratowałem się tym piskiem poniżej poziomu przemarzania, ale bubel pozostał bublem.

Przez litość nie będę też rozwijał się na temat „bubli” deweloperskich, ale to, co sam widziałem u niektórych wykonawców, wołało o pomstę do nieba. Wydaje mi się, że różnica w tego rodzaju oszustwach jest taka, iż przy dużym projekcie są to zwykle zawodowi oszuści, a ci drobni rzemieślnicy to w zdecydowanej większości ignoranci.

Niemniej, w ten oto sposób mam punkt pierwszy – oszustwa przy zastosowaniu odpowiednich materiałów.

Punktem drugim byłby według mnie cały repertuar „obiecanek” wykonawców. Jak my to szybko zrobimy, ile to nas jest w ekipie i że generalnie to jesteśmy tak rozchwytywania na rynku, że to po prostu absolutny przypadek, że mam teraz lukę w terminie i możemy podjąć się danego zlecenia z marszu… Osobiście wyczuwam to z daleka i po paru minutach rozmowy wiem o tym człowieku pewnie więcej, niż on sam wie o sobie…

W tej kategorii jest jednak też grupa osób, którą traktuję szczególnie. To osoby o nie za wysokich kwalifikacjach technicznych, w których dostrzegam jednak inne drzemiące możliwości. To osoby, które autentycznie chwytają się przysłowiowej brzytwy ze względów finansowych, podejmując się pracy w powszechnym mniemaniu dość prostej. Przypomina mi to nieco moje zachowanie tuż po bankructwie. Całe życie byłem menadżerem, a tu nagle na chleb trzeba było zarobić własnymi rękami. I to dosłownie. Robiłem to, starałem się, ale jakie to czasami było nieudolne! Wyłapałem kilka takich osób i wydaje mi się, że pomogłem im uwierzyć na nowo w siebie pomagając, by zaczęli zajmować tym, do czego miały autentyczny talent.

Kolejna sprawa, punkt trzeci, to pierwsza zaliczka i syndrom oszusta. Jak się przed nimi ustrzec? Nie jest to łatwe, ale warto, ustalając warunki, zapytać:

  • czy prowadzi działalność gospodarczą i wystawia fakturę oraz udziela gwarancji,
  • o jego firmę: od jak dawna istnieje, czy może pochwalić się dobrą opinią, jak jest duża, czy zatrudnia (lub współpracuje) ze sprawdzonymi osobami itp.,
  • czy ma wszystkie narzędzia i własny transport.

Ja zwykle odrzucam osoby, u których wyczuwam egoistyczną motywację do pracy, czyli popisywanie się i przechwalanie, pragnienie prestiżu zawodowego z próżności, stwarzanie pozorów. Lepiej też nie wybierać kogoś ze względu na niską cenę i podejrzanie optymistyczny termin rozpoczęcia oraz wykonania pracy. Uważam, że w tym ostatnim przypadku inwestor (lub chytry wykonawca szukający podwykonawcy) kierujący się tylko tym niewiarygodnie brzmiącym terminem i ceną za wykonanie usługi staje się  współodpowiedzialny za to, co się dalej wydarzy. Często jest tak, że od samego początku obie strony nie mają najlepszych zamiarów…

Nieco nawiązując do tekstu „To my, dumni budowlańcy”, jedno jest dla mnie pewne: ktoś, kto unika osobistego rozwoju pod kątem zawodowym, ktoś niedbały i niezaangażowany w swoją pracę, obraża na pierwszym miejscu godność własnej osoby, a potem tych, dla których jest przeznaczona jego partanina. Na koniec obraża również bliskich inwestorowi i całe społeczeństwo.